To nie jest zwykła szopka. To opowieść, która wydarzyła się w świetlicy – cicho, między lekcjami, wśród śmiechu, rozbrykanych pomysłów i dłoni ubrudzonych farbą.
Uczniowie uczestniczący w zajęciach świetlicowych u pani Sabiny Kulaszewicz-Hengier stworzyli coś, co trudno nazwać „pracą plastyczną”. Z kawałków starych kartonów, z pozornie niepotrzebnych pudeł i kilku kolorów wydobyli… Betlejem. Prawdziwe – pełne światła, detali i serca. Każdy element tej szopki ma w sobie dziecięcą uważność: tu widać cierpliwie domalowaną fakturę, tam delikatnie podkreślony cień, a dalej postacie, które jakby za chwilę miały ożyć i opowiedzieć historię narodzenia.
To, co najbardziej porusza, to nie tylko efekt końcowy – zachwycający i dopracowany – ale droga, którą przeszli młodzi twórcy. Pani Sabina, inspirując uczniów do wykonania inscenizacji szopki, wykorzystała ich talenty, wyobraźnię i to, co było pod ręką. Bez wielkich dekoracji i gotowych elementów. Tylko karton, farby… i dziecięce serca, które potrafią zamienić zwykłe materiały w coś niezwykłego.
Patrząc na to dzieło, ma się wrażenie, że w tej świetlicy wydarzyło się coś więcej niż tylko tworzenie. Że powstała wspólnota: jeden podawał pędzel, drugi trzymał karton, trzeci dopowiadał szczegół, a każdy zostawił w tej szopce cząstkę siebie.
Jak powiedziała sama prowadząca – to „dzieło moich świetliczanych aniołków”. I naprawdę trudno o piękniejsze podsumowanie. Bo ta szopka nie tylko pokazuje Betlejem. Ona niesie. Zatrzymuje na chwilę. I przypomina, że najpiękniejsze rzeczy rodzą się z prostoty, wyobraźni i dobra, które dzieci potrafią tworzyć razem.